Blog > Komentarze do wpisu
Mój pierwszy dzień i cztery kolejne ...

Urodziłam się 14 czerwca 2006 roku w szpitalu w Blois. Noc była strasznie parna a poród trwał potwornie długo, więc mama chciała pakować walizkę i wracaś do domu. Udało się ją jednak przekonać, żeby została i tak oto przyszłam na świat o 1.29 w nocy. Podobno rodzice płakali, kiedy usłyszeli mój cienki głosik (czego teraz już nie robią nie wiem czemu?). Ważyłam 3kg510 na 51 cm długości (z włosami możliwe 53 cm).

Przez całe cztery dni pobytu w szpitalu mama przemierzyła około 26 km korytarzy (głównie w nocy), spała w sumie 3,5 godziny (głównie w dzień) i wypociła 13 kg z 18 kg, które przytyła w ciąży. Ja w szpitalu czułam się całkiem dobrze: wszyscy mną się ciągle zajmowali, cały czas przychodziły tylko te panie - położne, pocieszały mamę a do mnie coś mówiły, ale nic nie rozumiałam (w końcu byłam tylko noworodkiem). Czasami zabierały mnie też do takiej jednej sali, gdzie stało pełno plastikowych wózków z krzyczącymi niemowlakami i kazały iść spać - dziwne kobiety, jak można spać, kiedy ciągle ktoś ci krzyczy nad głową? Chciałam też bez przerwy jeść (kiedy wyszłam z brzucha mamy na ten przeraźliwy ziąb, ktoś odcią mi przewód jedzeniowy, więc jak ja miałam jeść!). Mama podstawiała mi pod nos co parę minut taką ogromną, ciepłą i miękką poduchę. Przytulałam się do niej i przytulałam, ale ona chciała mi ją wcisnąć do buzi! Nic już z tego nie rozumiałam. Dopiero na trzeci dzień, po całej nocy wysiłków mamy i jednej położnej, zdecydowałam się wziąść poduszkę w dziąsła i ... o raju, żarcie!

   

środa, 06 września 2006, ptilou