Zakładki:
Blogi
Przyjaciele
Turystyka
|
sobota, 30 września 2006
Porzucona przez mamę i tatę
Wszyscy biorą mnie tutaj za analfabetę, ale tak poza tym to jest ok. Czuję się jak w Raju; jestem ciągle noszona na rękach, śpiewa mi się piosenki, opowiada interesujące rzeczy, których nie rozumiem i pokazuje różne ciekawe zabawki. Aaach, jak dobrze jest być niemowlakiem! Wczoraj jednak zezłościłam się trochę na rodziców i nie chciałam potem patrzeć im przez parę minut prosto w oczy, bo wyobraźcie sobie, że ... zostawili mnie samą, na całą godzinę z tą panią i panem w okularach! Obcałowali mnie najpierw (aż z radości o mało co nie przewróciłam się na bok w łóżku), a potem, gdy byłam już gotowa do zabawy, pomachali mi tylko rękami i już ich nie było. Czekałam i czekałam patrząc w miejsce, gdzie znikli, ale nie pojawili się. Pan i pani w okularach śpiewali mi piosenki i nawet dali jeść, więc na trochę zapomniałam o mamie i tacie, ale i tak, jak wreszcie wrócili, to nie chciałam ich oglądac. Jednak, kiedy tata zaczął mnie łaskotać, a mama znów cmokać w brzuszek i policzki, przeszła mi ta obraza. Wybaczam im.
wtorek, 12 września 2006
Spotkanie z dziadkami

Leżę w swoim wózku na tylnym siedzeniu pokoju zwanego "samochodem". Jedyne, co widzę, to migające przez okno chmury i niebo. Wszystko podryguje, rodzice coś mówią cali podekscytowani i od czasu do czasu odwracają się w moja stronę, łaskoczą mnie i uśmiechają się. Uwielbiam to! Chyba się zdrzemnę ... Obudziły mnie jakieś dziwne, nowe głosy i chłód. Wszędzie jest ciemno. Tata niesie mnie w stronę dużego nieznanego domu. Chce mi się płakać, ale powstrzymam się jeszcze trochę, aż do momentu wyjaśnienia tej sytuacji. Zostaję postawiona i widzę głowę i ręce mamy, które chwytają mnie mocno i wyciągają z mego wygodnego legowiska. Szybko, szybko, trzeba pokręcić trochę oczami na boki, żeby zarejestrować wszystko dookoła, ... aha ... teraz w lewą stronę ... aha ... i jeszcze raz w prawo ...aaa!!! Co to za ogromna twarz z oknami na nosie! Aaa!!! I druga!!! Jestem przerażona, ale kiedy ta pierwsza zaczyna mi śpiewać i pokazywać zęby, moje przerażenie znika ... mhm ... zaczyna robić się interesująco.
sobota, 09 września 2006
Numer z pudłem
Co wy na to? Rodzice biegają od rana po całym domu, wyciągają zza jakiś drzwi coraz to inne materiały (które, zauważyłam, codziennie na siebie nakładają) i wszystko to wrzucają do czarnego pudła. Co to może oznaczać? Systematycznie im się przyglądam, jak wkładają sobie do buzi jakieś płyny, jak wydobywają wodę ze ściany, a potem pod nią śpiewają, albo jak przesuwają po podłodze domu ryczącą, straszną maszynę, ale numeru z czarnym pudłem jeszcze nie było. Poza tym wszędzie słychać muzykę, a tata od czasu do czasu pojawia się przede mną, rusza ustami, macha rękami i biodrami, żeby później gdzieś zniknąć. Co ich tak cieszy? Czy to przez to, że tata jest od wczoraj w domu? Tak mnie już to patrzenie i myślenie zmęczyło, że chyba się zdrzemnę na moment ...
Genetyczna siła
 Dziś ponownie wypróbowuję mamę i jej wytrzymałość: postanowiłam w ogóle nie spać przez cały dzień, ha! Jak narazie, to mi to całkiem nieźle wychodzi; kręcę się w łóżku, nie chcę smoczka, popłakuję, a jak mama mnie bierze na ręce lub kładzie na moim nowym dywaniku do zabawy (którego nie znoszę!), to krzyczę o tak: "aaaaa!!! nie chcęęę!!! aaa!!! ale nie wiem czego chcęęę!!! aaaaa!!!!! puść mnieee!!! aaa!!! albo i nieee!!! aaaaa!!!!!". Muszę przyznać, że mam całkiem silną psychicznie i fizycznie rodzicielkę. Jak narazie nie daje ona za wygraną. Przetestowała już na mnie wszystko: zabawy, kąpiel, a nawet próbowała mnie spoić do upadłego swoim mlekiem, żebym szybciej zasnęła. Ale ja tylko upuściłam na nią, na fotel i na podłogę większość tego co we mnie wlała i dalej mam oczy otwarte! Jesteśmy obydwie silne - to genetyczne.
czwartek, 07 września 2006
Poczatek lipca 2006
Uh, uh, strasznie dzisiaj gorąco! Można przykleić się do Pampersa. Nie wychodzimy z mamą w ogóle z domu, bo nie ma czym oddychać na zewnątrz, a w środku wszystkie okiennice są pozamykane, żeby było chłodniej. Mama ubiera mnie tylko w pieluchę, a i tak cały czas się pocę. Mój koguci czubek na głowie jest cały opadnięty i mam już wszędzie czerwone pryszcze. Chyba zacznę płakać ... 
A tak poza tym, to nudno tu z mamą. Tata ciągle gdzieś rano wychodzi i wraca wieczorem (to chyba nazywa się "praca"), a mama tylko chcę się bawić i bawić, i dyskutować i dyskutować. Kiedy ona wreszcie zrozumie, że ja jestem jeszcze za mała na dyskusje i prawdziwe zabawy. Ojojoj, ta mama! Więc całymi dniami jem, śpię, płaczę i jem, i płaczę, i jem, i jem i jem ... no co? W końcu jest tak gorąco, że ciągle jestem spragniona!
Magiczna sztuczka
Nauczyłam się niedawno pewnej magicznej sztuczki: jak krzyczę, to przybiegają rodzice (zazwyczaj mama jest szybsza). Robię to tak: leżę sobie w wózku, mam pełną pieluche, albo po prostu nudzę się (bo ile można patrzeć na ścianę), więc otwieram buzię i wydaję krótkie "a a a!" - zazwyczaj nie działa. Próbuję, więc "a a aaa a a!" - dalej nic. Wówczas to napinam wszystkie mięśnie, nabieram pełne płuca powietrza i robię " aaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!" - i jest mama. Super, co?. Muszę jeszcze dopracować do perfekcji pewne szczegóły. Uwaga, sztuczka ta powoduje najszybszą reakcję w godzinach nocnych!
Chlip, chlip
Tata zrobił się strasznie nerwowy po wyjeździe dziadków, zresztą mama też, ale udaje przy mnie, że wszystko jest ok. Cały czas coś do siebie burczą, i obrażają się jeden na drugiego. Co się z nimi dzieje, czy to moja wina? Przecież jestem tylko małym dzidziusiem.
Powrót do szpitala

Uff, nareszcie sami. Wszyscy goście już wyjechali. Stres został zminimalizowany. Po domu płącze się jeszcze babcia z dziadkiem no i mama z tatą. Śpię teraz u rodziców w pokoju, w wózku, bo nie mam jeszcze łóżeczka i jest całkiem przyjemnie, choć tata strasznie chrapie. Mama ma dalej wystraszony wzrok, dlatego wolę przebywać na babcinej półce, gdzie często zostawiam resztki mleka i dobrze się wysypiam. Zaś co do dziadka, to jest taki śmieszny, że nie mogę - czasami mam ochotę pokazać mu dziąsła, ale nie wiem jeszcze, jak to się robi. Pewnego dnia wróciłam też do szpitala i jedna pani mnie oglądała ze wszystkich stron. Mama bała się, że coś jest ze mną nie tak, bo płakałam strasznie głośno, ale to tylko ten wstrętny brzuszek mnie bolał. Ta pani w szpitalu powiedziała, że wszystko jest w porządku i że jestem dużym i zdrowym dzidziusiem. Ze szczęścia zrobiłam tam wielką kupę.
środa, 06 września 2006
Nareszcie w domu

Nieeeeeee, ja nie chcę wychodzić ze szpitala! Tutaj jest tak dobrze, wygodnie i znajomo. Gdzie wy mnie zabieracieeee ??? No dobrze, może trochę przesadzam, ale tak to odczuwałam po czterech dniach przebywania w miejscu, który byl dla mnie domem, gdzie cały tłum miłych pań zajmował się mną, mama nie miała takiego wystraszonego wzroku, znałam tam każdy centymetr podłogi i ścian, było tam głośno i w ogóle...wspaniale. Potem przyjechał pan zwany tatą i drugi zwany dziadkiem, którzy wynieśli mnie z tego cudownego przybytku na przeogromną świecącą przestrzeń i próbowali wcisnąć w gorące siedzonko znajdujące się w czymś zwanym samochodem. Płakałam i płakałam, a mama była cała czerwona i próbowała mnie uspokoić. Ten zwany tatą coś krzyczał, a ten drugi śmiał się - co to za cyrk? Wreszcie zasnęłam. Otworzyłam oczy. Jakaś pani patrzyła mi prosto w twarz, uśmiechała się i była całkiem do rzeczy. Już chyba ją gdzieś widziałam? Aaaa, to pani zwana babcią Izą, która była u mnie w szpitalu z wizytą, ściskała się z mamą, a potem coś do siebie mówiły przez bardzo, bardzo długi czas i zaglądały do mojego wózka. Całkiem sympatyczna kobietka. O nie, znowu ten zwany tatą nadchodzi i znowu krzyczy. Ale, ale ... gdzie ja jestem??? Aaaaaaaaaa!!! Ja nie znam tych ścian, aaaaaa!!! Ja chcę wracać, aaaa!!! Mamaaaaa!!!
Mój pierwszy dzień i cztery kolejne ...

Urodziłam się 14 czerwca 2006 roku w szpitalu w Blois. Noc była strasznie parna a poród trwał potwornie długo, więc mama chciała pakować walizkę i wracaś do domu. Udało się ją jednak przekonać, żeby została i tak oto przyszłam na świat o 1.29 w nocy. Podobno rodzice płakali, kiedy usłyszeli mój cienki głosik (czego teraz już nie robią nie wiem czemu?). Ważyłam 3kg510 na 51 cm długości (z włosami możliwe 53 cm). Przez całe cztery dni pobytu w szpitalu mama przemierzyła około 26 km korytarzy (głównie w nocy), spała w sumie 3,5 godziny (głównie w dzień) i wypociła 13 kg z 18 kg, które przytyła w ciąży. Ja w szpitalu czułam się całkiem dobrze: wszyscy mną się ciągle zajmowali, cały czas przychodziły tylko te panie - położne, pocieszały mamę a do mnie coś mówiły, ale nic nie rozumiałam (w końcu byłam tylko noworodkiem). Czasami zabierały mnie też do takiej jednej sali, gdzie stało pełno plastikowych wózków z krzyczącymi niemowlakami i kazały iść spać - dziwne kobiety, jak można spać, kiedy ciągle ktoś ci krzyczy nad głową? Chciałam też bez przerwy jeść (kiedy wyszłam z brzucha mamy na ten przeraźliwy ziąb, ktoś odcią mi przewód jedzeniowy, więc jak ja miałam jeść!). Mama podstawiała mi pod nos co parę minut taką ogromną, ciepłą i miękką poduchę. Przytulałam się do niej i przytulałam, ale ona chciała mi ją wcisnąć do buzi! Nic już z tego nie rozumiałam. Dopiero na trzeci dzień, po całej nocy wysiłków mamy i jednej położnej, zdecydowałam się wziąść poduszkę w dziąsła i ... o raju, żarcie!
|